3.22.2020

Od Sorayi

https://dogs-republic.blogspot.com/2020/03/od-bonnie-cd-sorayi.html
Był zimny wieczór. Ilekroć wypuszczałam z płuc powietrze pojawiał się przede mną obłoczek pary. Drżałam lekko z zimna gdy stąpałam po grząskim, głębokim śniegu. Byłam lekko przygnębiona przez panujący w lesie nastrój. Wszędzie spokój i cisza... Rozbieganym wzrokiem lustrowałam otoczenie. Wszyscy byli zajęci sobą. W końcu podniosłam się z ziemi i ruszyłam przed siebie.
— Gdzie idziesz? — zapytał czarny sznaucer, unosząc taktowanie brwi.
Obróciłam się za siebie i spojrzałam na niego. Chwilę zastanowiłam się, co powiedzieć, ponieważ mój powód był... bezcelowy. Chciałam się rozprostować i rozejrzeć.
— Zdrętwiały mi kości. — Wyjaśniłam. — Nie odejdę daleko. — zapewniłam i nie czekając na jego odpowiedź, ruszyłam przed siebie.
Cisza towarzyszyła mi przez większość życia. Bardzo się do niej przyzwyczaiłam, odpowiadała mi.
W końcu postanowiłam zawrócić do stada. Usiadłam pod drzewem i mówiłam do siebie pod nosem, sama nie wiedziałam do końca co. Nieoczekiwanie usnęłam.
Przebudziłam się, kiedy było jeszcze ciemno. Chwilę myślałam nad tym co mi się śniło, jednakże nie potrafiłam ponownie tego odtworzyć. Było mi szkoda, ponieważ w obłokach widziałam kogoś, kto sprawiał wrażenie... kogoś bliskiego. Kilka psów było na nogach, a ja nie miałam ochoty znowu kłaść się spać. Wstałam i podeszłam do jakiegoś psa, którego nie widziałam, chociaż blask księżyca delikatnie wskazywał, że była to samica.

Ktoś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz