2.02.2020

Od Aureona cd. Bonnie

Przez chwilę przyglądałem się krzakom. Wydawało mi się, że widziałem w nich coś podejrzanego. Pomyślałem o tym, jak dumny byłby ze mnie Silver, gdybym odpędził od sfory potencjalne niebezpieczeństwo... a potem uświadomiłem sobie, że najprawdopodobniej i tak by mi o tym nie powiedział. Wyczyściłem swój umysł z myśli o lisie. Musiałem skupić się na krzaku i sylwetkach mniejszych ode mnie czworonogów. Nagle zauważyłem jakąś, która nie pasowała do reszty. Zdecydowałem się zbadać ją pierwszą. Wydawała się nieco mniejsza, delikatniejsza. Ruszyłem jej w stronę, stawiając kroki ostrożnie. Nie udało mi się iść bezszelestnie, śnieg skrzypiał pode mną jak stare drewno. Nigdy jeszcze nie walczyłem, a kiedy uświadomiłem sobie, że to może być pierwszy raz, moje serce wyraźnie przyśpieszyło.
Krok za krokiem, zbliżałem się do mniejszego czworonoga. W końcu mogłem przyjrzeć się pyszczkowi... psa. Był to pies. Uroczy, biało-kremowy. Lekko przechyliłem głowę na lewo. Widziałem już ją kiedyś. Była ze sfory. Chyba była zwiadowczynią. Narząd w mojej klatce piersiowej się uspokoił. Może inni też są od nas. Suczka kiwnęła mi na przywitanie, ale dalej była czymś zaniepokojona. Nie rozumiałem, dlaczego. Zmrużyłem oczy, kiedy zwróciła się w stronę innych sylwetek. Ledwo mogłem je dostrzec.
- Myślisz, że są ze sfory? - zapytałem głośno, co spowodowało zaniechanie ruchu sylwetek, a potem bardzo szybkie jego wznowienie.
Przez chwile zastanawiałem się, co się dzieje... a potem stojąca obok mnie sforzanka zaczęła uciekać. Z krzaków wyłonił się wilk. Pierwszy... sytuacja była zła. Drugi... biegnąca bardzo szybko suczka miała rację. Należało się wynieść. Zacząłem więc pędzić tak szybko, jak mogłem. Myślenie nie występowało u mnie często, ale w tamtej chwili zostałem do tego zmuszony. Łapy zaniosły mnie w kierunek inny niż wskazywały mi ślady zwiadowcy, nie chciałem zmierzać ani w kierunku sfory, ani uciekającej zwiadowczyni. Byłem pewny, że powiadomi sforzan o niebezpieczeństwie, a ja mogłem opóźnić wrogów. Nie chciałem oglądać się za siebie, nawet gdyby sam Aureon krzyczałby mi o tym do ucha, nie miałem tyle odwagi. Najważniejsze było to, by oddalić się jak najbardziej.
Dźwięk wilczych łap uderzających o podłoże wydawał się coraz dalszy, najwyraźniej nie zależało im zbytnio na złapaniu mnie. W końcu się zatrzymały, a ja wskoczyłem w krzaki. Przebiegłem kółko i w końcu znalazłem się w tym samym miejscu, gdzie znalazłem zwiadowczynię. Stanąłem, rozglądając się. Z uśmiechem na pyszczku pomyślałem, że czworonogi najpewniej mnie już zostawiły, a nawet jeśli nie... usłyszałbym ich, śnieg nie pozwoli nikomu teraz poruszać się bez wydawania odgłosów. Odpoczywałem przez chwilę. Wdech, wydech.
Ciekawe, co pomyślałby o tym Silver... właściwie, to wszystko byłoby prostsze, gdyby był przy mnie. Niestety mój kochany przyjaciel postanowił iść się szlajać. Może wilki boją się duchów? Z szeleszczących krzaków wyłoniło się kilka psów ze sfory, była przy nich suczka, którą spotkałem wcześniej. Przez chwilę wydawało mi się, że widziałem na jej pyszczku ulgę, jednak szybko zastąpił ją niepokój.
- Za tobą! - usłyszałem, po czym poczułem mocne uderzenie.

***

- Miał szczęście, że tamta suczka wezwała pomoc, bo inaczej pewnie bardziej by go poturbowały - poczułem, jak czyiś głos zaczął wwiercać mi się w głowę, wywołując dużo bólu i chęć przeniesienia się w cichsze miejsce. Moje czoło automatycznie zmarszczyło się, ale reszta ciała pozostała w bezruchu.
- Czyli wszystko jest w porządku, tak? - rozpoznałem Silvera. Gdyby nie to, że byłem skupiony na cierpieniu, to pewnie bym się cieszył z obecności mojego towarzysza.
- Właściwie to tak, trzeba tylko poczekać, aż się obudzi - stwierdziła osoba, z którą rozmawiał lis. Czułem się zmęczony i chciałem wrócić do spania, ale... jak można to zrobić, kiedy wiesz już, że inni chcą, żebyś tego nie robił?
- Ile mu to zajmie? - zapytał duch. Brzmiał trochę tak, jakby się martwił, co lekko ociepliło moje serce.
- Niedługo, nie ma czym się martwić, zostań tu przy nim - lekkie kroki oddaliły się. Uchyliłem jedną z powiek, żeby zobaczyć, gdzie się znajdowałem. Pierwszą rzeczą, którą zobaczyłem, był siedzący obok mnie srebrny lis. Uśmiechnąłem się i otworzyłem drugie oko.
- Ile mu to zajmie? - powiedziałem żartobliwym tonem. Silver przewrócił oczami i lekko się zaśmiał.
- Powinni byli cię tam zostawić - zażartował, szczerząc swoje białe, lisie zęby. Podniósł się i zaczął iść w jakimś kierunku. Przechyliłem głowę w zapytaniu.
- Chodź, pójdziemy podziękować tamtej suczce - usłyszałem. Jęknąłem głośno w proteście. Dalej bolała mnie głowa.
- Teraz? - nie dostałem nawet odpowiedzi, jedynie obraz oddalającego się lisa. Zdecydowałem, że muszę go dogonić, więc wstałem i podbiegłem do niego. Miał rację, powinienem podziękować zwiadowczyni. Nagle poczułem się nieco trochę nerwowo, nie byłem przyzwyczajony do rozmów ze sforzanami. Z westchnięciem stwierdziłem, że po prostu spróbuję totalnie nie zawalić.

<Bonnie?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz