8.31.2020

Od Brooklyn cd Cretchera

 
  — Spytałeś mnie kiedyś, czy nie martwię się odejściami. Nie odpowiedziałam ci wtedy. Pamiętasz? — spytałam, wpuszczając Cretchera do mojego domku.
    Skinął głową czekając, aż będę kontynuowała myśl, co zaraz uczyniłam.
    — To było pewne, że się powykruszają. Jestem zaskoczona naszą liczebnością. Spodziewałam się znacznie mniejszej i słabszej grupy, która nie przetrwa. A tu proszę. Zyskaliśmy na sile. Dotarliśmy do miejsca, które możemy nazwać domem. Jest stosunkowo bezpiecznie. Wciąż powracają do nas członkowie, których śmierć założyliśmy dawno temu. Powinnam być szczęśliwa. To całkiem duży sukces. — Odparłam spokojnie.
    — A jednak nie jesteś. — Nie spytał. Stwierdził. Wiedział.
    Odwróciłam wzrok.
    — Ale powinnam. Mamy gdzie spać. Mrozy zniknęły, a upały wbrew pozorom nie były takie tragiczne. Lato mija nam zaskakująco szybko, na rozbudowywaniu i naprawianiu wioski, gromadzeniu pożywienia, planowaniu rozwoju. Z Pergilmesem jest lepiej — tutaj pojawił się cień uśmiechu. — Ale Alicja…
    Położył mi łapę na barku, a ja spuściłam głowę.
    — Może i nie zawiodłam jako przywódca, ale zawiodłam jako matka. Nie wiem, co jest gorsze. — Powiedziałam cicho.
    Milczał. Nie było sensu wmawiać mi, że Alicja wróci i wszystko z nią będzie w porządku. Nie było po co łudzić się, że zjawi się znikąd i powie coś kompletnie oderwanego od rzeczywistości. Nie zjawiała się tak długo… Pergilmes prawdopodobnie miał rację. Ciało naszego bezbronnego dziecka było jednym z wielu, pewnie ciężkich do rozpoznania, trupów. Jej krew plamiła marmurowe posadzki. Nieistotne, czy się jej pozbyli, czy nie trudzili się sprzątaniem bałaganu, który wyrządzili. Dla wielu z nas ten obraz utknął w pamięci na zawsze. Odruchowo łapą dotknęłam boku, na którym rozciągała się długa blizna. Dowód, że niewiele brakowało, abym dołączyła do pokaźnej kolekcji martwych Royalsów.
    — Myślałaś o ceremonii pożegnania ich? — spytał, jakby czytał mi w myślach.
    — Powinniśmy ją przeprowadzić, a jednak brak mi odwagi. Pomożesz mi z organizacją? Najwyższy czas zająć się oddaniem należytego szacunku poległym i zaginionym.
    — Kiedy?
    — Jesienią. Gdy pierwszy, zżółknięty liść oddali się od pozostałych. To idealna pora. Zadumy i melancholii. Przedyskutuję to z Pergilmesem, ale jestem pewna, że zgodzi się ze mną. Myślałam o uczcie, abyśmy wszyscy usiedli przy jednym stole. Aby zdawali sobie sprawę z tego, że każdy z nas kogoś stracił, a jednak nikt nie został sam.

Cretcher? || 265.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz