Spojrzałem na nią po czym lekko podniosłem kąciki.
- Czy to ważne?
- No tak, może mam swojego klona albo siostrę bliźniaczkę o której nie wiem.
- Oj Saber - zaśmiałem się.
- Jak ty mnie nazwałeś? - zdziwiła się i spojrzała na mnie krzywo.
- Przypominasz mi Lightsaber, czasami kręciła się tam po miasteczku albo po ringu taka panienka.
Chwilę nic mi nie mówiła, po czym zeskoczyła z drzewa.
- Znasz ją?
- To, że się kogoś widziało kilka razy nie znaczy, że się zna poza tym wiele owczarków wygląda jak swoje klony tak samo jak dalmatyńczyki, choć niespokrewnione to identyczne.
- Racja.
Odetchnąłem cicho z ulgą, gdy nagle coś odwróciło moją uwagę. Podniosłem się po czym obniżyłem kły i zjerzyłem sierść. Zrobiłem kilka kroków w przód po czym bez wahania ruszyłem biegiem w stronę odgłosu. Zaskoczona Beatrycze szybko mnie prześcignęła ale poczuła to samo co ja zagrożenie i to nie byle jakie.
Nie wiele myśląc skoczyłem na intruzów i rozpoczęła się dość spora bijatyka. Jazgot było słychać z conajmniej kilometra. Banda nieproszonych psów gończych po chwili wycofała się i zniknęła z naszego pola widzenia.
- Kto by pomyślał kaleka który dobrze walczy - powiedziała Beatrycze z lekkim uznaniem, ale i ironią.
- To ma się we krwi - oblizałem pysk.
- Lepiej powiedzmy o tym Alfie - stwierdziła.
- Zgadzam się z tobą.
Oboje wróciliśmy do sfory i od razu złożyliśmy raport. Czułem się trochę zmęczony więc postanowiłem się przespać kilka minut. Mój sen niestety nie trwał wieki gdyż komuś zachciało się rozmowy ze mną. Otworzyłem oczy leniwie ziewnąłem po czym usiadłem.
- Czego chcesz Peter, nie widzisz, że śpię?
- Jak to się stało, że przeżyłeś?
- Miałem szczęście i tyle.
- Może miałeś coś wspólnego z wrogami i darowali Ci życie... - prychnął.
- Wiem, że nigdy mi nie ufałeś i to się nie zmieni.
- Będę miał cię na oku... - zmrużył oczy i odszedł.
Nagle zjawiła się Beatrycze.
- Co chciał Peter od ciebie?
- Pytał się, czy czegoś mi nie potrzeba.
- Nie kłam. To nie w jego stylu - dopowiedziała.
- Dobra... po prostu uznał, że nie można mi ufać i powiedział, że woli mieć mnie na oku.
- Czemu...?
- Po prostu nie wzbudzam zaufania.
Zastanowiła się i ciągnęła dalej:
- Znacie się? - zadawała coraz dociekliwsze pytania.
- Nie...
- To czemu mówił, że nigdy ci nie ufał? - prychnęła.
- Podsłuchujesz mnie?
- Byłam obok. Może przestaniesz kłamać w końcu? - powiedziała wygryzając ode mnie ostateczną odpowiedź.
- Niech ci będzie Saber - westchnąłem. - Tak to ja, Lucyfer. Zadowolona jesteś? - skończyłem i odwróciłem wzrok.
Chwilę milczała, po czym bez jakiejkolwiek interakcji dodała:
- Wiedziałam to i czekałam aż się przyznasz - powiedziała pewnie. Od początku zapewne domyślała się, że to ja. Nie jest głupia, a ja nie potrafiłbym tak długo kłamać. Nie wyglądała jednak na oburzoną ani stęsknioną, tylko taką typową siebie - zwykłym i obojętnym wyrazem pyska.
- Proszę przyznałem się. I co, zmieni to coś między nami? No chyba nie - spojrzałem jakbym miał pretensje do niej.
Beatrycze?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz