1.03.2020

Od Timotei'a - Retrospekcja#1

Droga mamo. Drogi tato. Kochani rodzice.
Zanim zaczniecie czytać to, co mam Wam do przekazania, pragnę Was przeprosić, za to, że w niektórych momentach moje pismo jest nieczytelne. Staram się pisać wyraźnie, naprawdę, ale pośpiech sprawia, że litery mimowolnie wychodzą mi koślawo i krzywo, a ja nie mam czasu ich poprawić. Przepraszam, mam nadzieję, że mimo tego uda Wam się rozczytać.
Od jakiegoś czasu w zamku zaczęły dziać się niepokojące rzeczy. Mae, jedna z córek Ivy i Effy została zamordowana. Jej tajemnicza śmierć wstrząsnęła całą sforą. Znałem ją, może nie za długo, ale nie raz z nią rozmawiałem. Była dobrą sunią, wiecie? Odeszła zbyt wcześnie z tego świata. Arthur mimo tego z jakiegoś powodu szybko zrezygnował z wyjaśnienia sprawy dotyczącej jej śmierci. Prawdopodobnie to spowodowało bunt wśród sforzan. Nastała wojna domowa, a hierarchia zaczęła się rozpadać. Panował chaos, który z każdym kolejnym dniem beznadziei zaczął mnie coraz bardziej przerażać. Nie wychodziłem z komnaty, a jedzenie, o które nie było łatwo, przynosiła mi Tiara, czasami Sponge. Między ścianami zamku, w którym się wychowywałem, nie czułem się bezpiecznie. Nikt nie czuł się już tutaj bezpiecznie. To takie dziwne, kiedy w twoim domu przestajesz czuć się bezpiecznie, kiedy to było jedyne miejsce, gdzie się tak czułeś. Nie chciałem zabierać głosu, chciałem tylko, aby ten koszmar się w końcu skończył. Poza tym rozmowy były niebrane pod uwagę, a żeby coś osiągnąć, trzeba było wprawić zęby w ruch, a ja nie chciałem tak tego rozwiązywać. Na korytarzach zamku działy się straszne rzeczy, a przynajmniej tak powiedziała mi Tiara – ja tylko słyszałem krzyki i wrzaski, od czasu do czasu także odgłosy szamotaniny i walki. Nastał ten nieszczęsny dzień – sforzanie zaczęli ze sobą walczyć. Tiara czynnie brała udział w rewolucji. Codziennie, gdy rano wychodziła z mojej, to znaczy, z naszej komnaty, prosiłem ją, aby nie wychodziła i została ze mną. Zazwyczaj odmawiała i rzucała się w wir walki. Czasami ze mną zostawała, kiedy nie miała już siły. Była bardzo ambitna, chciała dla sfory jak najlepiej. Gdy myśleliśmy, że gorzej być nie może los pokazał nam, jak często jest nieprzewidywalny, a jak my często się mylimy. Z jednej strony zaatakowały nas wilki, z drugiej koty. Sfora traci w tej wojnie wiele psów. Nie wiem, jak długo wytrzymamy. Jest coraz gorzej. Nie wychodzę z komnaty, a okna mam zasłonięte. To, co się dzieje na zewnątrz, jest straszne. Za oknem nie widać już pięknej przyrody, bo całą uwagę z łatwością odwracają nieruchome ciała psów leżące na splamionym śniegu. Tiara poszła walczyć. Och, moja kochana Tiara! Rodzice, trzymajcie ją w opiece, błagam was. Nie chce, aby cokolwiek się jej stało. Nalegałem, aby nie brała w tym udziału, ale zrobiła to samo, co w czasie rewolucji – powiedziała, że musi walczyć, dla mojego dobra i dobra sforzan. Tak bardzo ją kocham i nie chce

Drzwi otworzyły się z hukiem, a ja upuściłem pióro. Poderwałem się z zimnej podłogi, niechcący strącając ogonem naczynie z atramentem, które znajdowało się na stoliku. Roztrzaskało się ono o podłogę, brudząc ciemną cieczą posadzkę i mój prawy bok, ale nie zwróciłem na to uwagi. Serce biło mi jak oszalałe.
Przyszli po mnie. To już koniec.
Gwałtownym ruchem obróciłem głowę w stronę drzwi. W tym samym momencie usłyszałem znajomy głos:
— Timo!
Serce mi na chwilę stanęło.
— Tiara!
Moja kochana!
Dojrzałem ją w moich drzwiach. Sierść miała rozwichrzoną na wszystkie strony świata. I choć w niektórych miejscach miała ubytki sierści, nadal była piękna. Moja Tiara.
Gdy tak się jej przyglądałem, dojrzałem, że jej błyszcząca, czarna sierść jest ubrudzona złowrogą, szkarłatną cieczą. Otworzyłem szerzej oczy, gdy na miejsce ulgi pojawił się na nowo strach.
— Czy to krew? — Podbiegłem do niej, uważając na drobne szkła, będące pamiątkami po naczyniu z atramentem. — Co ci się stało? Jesteś ranna?
Z troską otarłem się o jej szyję. Czule odwzajemniła ten gest, ale jednocześnie w pośpiechu. Na chwilę moje serce się rozpromieniło.
— Musimy uciekać. Wilki przejęły zamek.
Serce podskoczyło mi do gardła. Wilki już tu są.
Spojrzałem na list.
— Nie dokończyłem listu — odparłem zrozpaczony, zerkając na Tiarę.
— Nie ma na to czasu. Musimy uciekać. Teraz — dodała, słysząc rozdzierający ból w moim głosie.
Trąciła mnie z naciskiem pyskiem w stronę wyjścia, gdy natarczywa myśl pojawiła się w mojej głowie. Już nigdy tutaj nie wrócisz. Do swojej komnaty, do zamku, do grobów rodziców. Nigdy. To była przerażająca myśl.
— Poczekaj.
Gdy chciałem ją ominąć, zatrzymała mnie łapą.
— Musimy uciekać — powiedziała surowo, na co podkuliłem ogon.
— Wiem, Tiaro, wiem, ale muszę coś zabrać z sypialni. To zajmie mi tylko minutę. Proszę.
Milczała chwilę, gdy ja błagałem ją wzrokiem.
— Minuta.
Spojrzałem na nią wdzięcznie, po czym ominąłem ją i nerwowym truchtem ruszyłem do sypialni, omijając atrament i odłamki szkła. Podszedłem do komody, która znajdowała się przy starym materacu, na którym spaliśmy, wtuleni w siebie w zimowe, srogie noce. Otworzyłem szufladę, na dnie której znajdował się niewielki woreczek ze sznurkiem, w którym znajdowało się pięć monet od taty i jego list pożegnalny  były one moją jedyną pamiątką po nim, oprócz wspaniałych wspomnień, które mi dał.
— Pośpiesz się, Timo! — ponaglała mnie Tiara.
Zarzuciłem sznurek z woreczkiem na szyję i wróciłem do Tiary.
— Gotowy?
Spojrzałem na nią niepewnie. Chciałem potrząsnąć głową, ale nie mogłem. Nie byłem gotowy.
— Dobrze. Na korytarzu będzie... — Tiara kilka sekund szukała odpowiedniego słowa. — Nieprzyjemnie. Będziemy musieli się streszczać. Nie zatrzymuj się choćby nie wiadomo co, dobra?
Nie podobało mi się to.
— Dobrze — mruknąłem, starając się nastawić na to swoją psychikę.
Wyszliśmy z komnaty.
Już, gdy Tiara otworzyła drzwi, do naszych uszu dobiegły dźwięki panującego w zamku chaosu. Zobaczyliśmy spanikowane psy, które kierowały się w pośpiechu w stronę schodów, aby zdążyć uciec do wyjścia. Serce momentalnie mi przyśpieszyło. Z pewnością nie ruszyłbym się, gdyby Tiara nie popchnęła mnie ponaglająco pyskiem, nakłaniając do wyjścia z komnaty. Z przyzwyczajenia chciałem zamknąć drzwi, ale Tiara złapała za mój sznurek, który miałem na szyi, i pociągnęła w stronę schodów.
Szedłem obok niej posłusznie, pozwalając, aby mnie prowadziła, choć czułem, jak panika sforzan udziela się i mnie.
Korytarze były zapełnione. Każdy próbował uciekać. W tle chaosu słyszałem płaczące szczenięta i pocieszające je matki, krzyki i panikę.
Gdy udało nam się pokonać dwie pary schodów, nagle usłyszeliśmy paniczne krzyki i zawodzenie, a tłum zaczął w szybkim tempie się rozpraszać. Panujący chaos się powiększył. Jedni uciekali z powrotem na górę, drugich paraliżował strach, a trzeci próbowali przedostać się na kolejne schody.
— Co się dzieje? — zapytałem cicho Tiarę.
Nie odpowiedziała mi. Wpatrywała się w miejsce, gdzie psy się rozstąpiły. Jej wzrok diametralnie się zmienił. Jej oczy smutno zabłyszczały, kiedy pojawiły się w nich łzy. Tiara rzadko płakała. Otworzyłem lekko pysk i zdziwiony, spojrzałem w to samo miejsce co ona.
Na środku korytarza bezwładnie leżało ciało białej suczki. Nad nią pochylał się wielki basior. Gdy spojrzał na nas, dojrzałem, że pysk ma pokrytą świeżą krwią.
Położyłem po sobie uszy i podkuliłem ogon, kiedy udało mi się dojrzeć pysk leżącej osoby.
Zaraz przecież to...
— Sponge! Nie! — krzyknęła Tiara i przedarła się przez tłum psów, kiedy ja stałem sparaliżowany. Spojrzała z bólem na leżącą Sponge, po czym rzuciła nienawistne spojrzenie wilkowi. — Ty!
Tiara rzuciła się na basiora, który nie spodziewał się takiej siły ze strony suczki. Korytarz wypełniło jego skomplenie, które przedarło się przez panujące krzyki.
— Tiaro! — pobiegłem za nią odrętwiały, ale zatrzymałem się przy Sponge.
Spojrzałem na jej delikatną twarzyczkę. Na jej pyszczku nie widać było bólu, choć jej krtań została zmiażdżona przez szczęki samca. Miałem nadzieję, że długo nie cierpiała. Wyglądała jakby pogrążona była w głębokim śnie.
Rozpacz wypełniła moje wnętrze, doszczętnie je miażdżąc. Pokręciłem głową, nie mogąc uwierzyć, że Sponge, moja kochana starsza siostra, nie żyje. To właśnie ona broniła mnie przed Elmexem i jego zaczepkami, a w dorosłości także przed innymi psami. Tak bardzo się o mnie troszczyła. Była moim ogromnym wsparciem.
Najpierw tata. Teraz ona...
Do moich oczu napłynęły łzy.
— Och, Sponge! — załkałem żałośnie, potrząsając łbem, gdy łzy płynęły po moim pysku. — Co ja teraz bez ciebie zrobię? — Położyłem się przy ciele siostry, wtulając pysk w jej jedwabistą sierść.

Cdn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz