3.15.2020

Od Pergilmesa cd. Brooklyn

https://dogs-republic.blogspot.com/2020/03/od-brooklyn-cd-swallow.html
Aby powiedzieć to delikatnie, byłem zaskoczony widokiem Swallow. Znałem ją oczywiście, w końcu  uczyła naszego dzieciaka. Chyba ostatni raz ją widziałem jeszcze przed moim załamaniem nerwowym. Myślałem, że skończyła we wspólnym grobie, ewentualnie miała więcej szczęścia i uciekła jeszcze przed tym, jak zaczęło się największe szaleństwo. Słyszałem, że któryś syn Avalona tak zrobił, był mądrzejszy niż my wszyscy.
Chociaż wolałbym zobaczyć nieco bliższy mi pysk, każdego starego znajomego dobrze było widzieć. Całe szczęście nie miała rodziny, nie będę musiał informować jej o śmierci żadnego brata, siostry czy rodzica.
- Może ja pójdę pomóc Brooklyn…
- Do niczego się teraz nie przydasz. - Pokręciłem łbem. - Siedź na tyłku. - Podsunąłem jej miskę z wodą. Chciałem sam ją wypić, ale teraz akurat woda nie była naszym problemem. - Pij, oddychaj, przyprowadzą twoją… no ten - Nie byłem pewien relacji między nią a Senshi, a lepiej nic nie zakładać. Na szczęście niespecjalnie mnie słuchała, pijąc łapczywie.
- O jakiej wojnie mówicie? - zapytała w końcu.
- Wszystko w swoim czasie, skończ pić.
Możliwe, że powinienem sprowadzić kogoś innego, nie byłem najbardziej bezstronną osobą w tym konflikcie i sporą część ominąłem, siedząc we własnej komnacie i własnej głowie, ale Swallow patrzyła już na mnie wyczekująco.
- Najpierw, czy spotkałyście kogoś po drodze? - Nie mogłem dawać sobie nadziei, zduszałem ją w sobie.
- Nie, cały czas byłyśmy same. - Kiwnąłem łbem.
- Dobrze, to zgaduję, że zaczniemy od początku. Myślę, że problemy zaczęły się w listopadzie albo październiku, trudno mi określić. Sforzanie zaczęli mieć coraz… głośniejsze opinie na temat hierarchii. I owe opinie były raczej negatywne. Część uważała alfy za… niezupełnie dobrze wypełniające swoje obowiązki, inni sądzili, że to ja postępowałem nieodpowiednio, a jeszcze jedna grupa była przeciwnikiem hierarchii wszelakiej. Początkowo były to jedynie słowa, ale z czasem problem stał się nieco większy. Zaczęło się od Arthura, tak bym to określił. Zaginął pewnego dnia, nikt z nas do tej pory nie wie, co się z nim stało. Potem odszedł Cresc, Jay zginął, następnie Avalon… - Może robiłem to trochę za szybko, patrząc na jej szeroko otwarte oczy.
- Co?
- Tak wiem, rozumiem dezorientacje. Hierarchia była praktycznie w rozpadzie, nikt nie wie co się dzieje, przyszły oskarżenia, a potem zamieszki. Część w nich uczestniczyła, część zamknęła się w komnatach, ale tak naprawdę niewiele to zmieniło. Po trzech dniach zaczęła się wojna. Wilki zaatakowały z jednej strony, koty z drugiej i… nasza sfora sobie nie poradziła. Zebraliśmy się na granicy, czekaliśmy na niedobitków, a potem musieliśmy ruszyć dalej.
- Czy… - Samica zaczęła w końcu po chwili milczenia. - Czy dużo osób zginęło?
- Nie wiemy tego na pewno - odpowiedziałem, chociaż naprawdę chciałem powiedzieć tak. - Jest nas tutaj dwudziestka szóstka, licząc z tobą, prawie wszyscy byli wcześniej w sforze. Nie wiem czy jest tu jakiś twój znajomy.
- A co z Alic…
- Żadne szczeniaki z nami nie przyszły - warknąłem. - Z nauczycieli tylko mój ojciec i Miss Clarice, jeśli dobrze mi się wydaje.
- To dużo do przyswojenia - przyznała. Uśmiechnąłem się lekko, nie miałam w końcu nic złego na myśli, pytając.
- Mhm. Chodź, jak już tu jesteś, to zostało nam coś jeszcze z ostatniego posiłku. - Ruszyła za mną, gdy przechodziliśmy do krańca naszego obozu. Zostawialiśmy mięso skryte między korzeniami drzew, żeby nie zaczęło nam gnić na słońcu.
- Kto jest przywódcą? Nie widzę tu nikogo z rodu alf - zapytała, gdy już skończyła rozglądać się po leżących w około psach. Chyba nie znalazła nikogo istotnego.
- Emmm, tak, pewnie powinienem to trochę bardziej zaznaczyć - przyznałem, podając jej udko zająca, tylko trochę przez kogoś obgryzione. - Ja i Brooklyn jesteśmy. Alfy… no, nie znaleźliśmy nikogo z nich, więc jakoś tak, samo wyszło. Dobra, Swallow, jedz i powiedz mi, coście do cholery robiły przez te wszystkie miesiące. Brook przyprowadzi do ciebie Senshi. Macie cholernie dużo szczęścia, że na nas trafiłyście.

(Swallow?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz