Czułem się dość samotny w tym naszym nowym świecie. Wielu miało gorszą sytuacje niż ja i musiało mierzyć się ze wspomnieniami martwych rodziców. Ja wiedziałem, że moja mama była bezpieczna, o braci specjalnie się nie obawiałem, może to przez brak relacji między nami, a ojciec pozostawał tajemnicą równie wielką, jak gdy jeszcze przebywał w sforze. Mimo to, nie mogłem przestać o nich myśleć, chociaż chciałem.
Alegrii brakowało siostry i rodziców. Nie wiedziałem jak podejść do tego tematu, więc nie zaczynałem nawet. Byłem dobry w unikaniu tematów i kłamstwie. Miałem praktykę w zatajaniu prawdy, miałem praktykę już od dzieciństwa. Ona co prawda należała do medyków, a ja do myśliwych, więc mijaliśmy się, jednak ja chciałem utrzymać naszą znajomość, nawet jeśli została ona nadwyrężona przez brak czasu. I wojnę, wojna wszystko niszczyła za każdym razem.
Nie chciałem brzmieć źle albo, jakbym chciał ją wykorzystać, ale niestety miałem także pewne problemy, z którymi sam nie mogłem sobie poradzić. Tak bardzo nie chciałem wykorzystywać do swoich celów Ali, a jeszcze gorzej, żeby ona miała przeze mnie kłopoty.
Może jednak zacząć od początku.
Kiedy uciekaliśmy ze sfory i każdy starał się zabrać jak najważniejsze rzeczy, ja wziąłem ze sobą notatnik, ukryty w środku jednej z powieści Oscara Wilde’a. Było on niezorganizowany, podkreślony i zawierał wiedzę z ksiąg zakazanych, którą przepisałem i starałem się wprowadzić w życie.
Mogliśmy oddalić się od Tego, ale moja mama ciągle pozostawała w wiosce i pełno niewinnych istot, które nie zdawały sobie nawet sprawy, co czai się na bagnach. Nie mogłem po prostu uznać, że to nie moja sprawa, tylko dlatego, że byłem daleko.
Niestety brakowało mi czasu i możliwości na dalsze testowanie rytułałów. W sforze wypróbowałem już wiele sposobów, które mogły teoretycznie miały pomóc mi skontaktować lub przywołać istoty magiczne o dobrym duchu, które pomogłyby mi naprawić wszystkie błędy ojca i pomóc mu, niezależnie od tego gdzie jest. Chciałem wierzyć, że poczuje różnice, gdy wreszcie To zostanie pokonane i nie wyobrażać sobie, że uciekł ze sfory, by uciec od Tego i zostawić nas wszystkich na jego łaskę.
Nie mogłem rysować symboli odpowiedniej wielkości, bo brakowało mi równej przestrzeni i spokoju, więc wyszukiwałem w swoich notatkach najprostszych możliwych rytuał, do którego potrzebowałem tylko odrobiny ognia, ziół i inkantacji.
Messorum evoco qui me tetigit, powtarzałem pod nosem. Nie było co marnować roślin i energii, jeżeli miałbym pomylić się w słowach. Co prawda problemem było, że nie ma pewności co do prawdziwego brzmienia łaciny, jako że nikt starożytną łaciną mówić nie potrafi, nie naprawdę, ale starałem się stosować do zasad, wymowy, które znałem.
Miętę udało mi się zabrać po drodze, podobnie paproć. Starałem się zabierać do mojej torby wszystkie rośliny, które znalazłem po drodze i wkładać między strony książki. Jeśli nie znałem ich nazw, pytałem medyków i starałem się zapamiętać je wszystkie. Nie mogłem się mylić, za mało szans miałem.
Mięta, paproć, oprócz tego jeszcze wziąłem kocimiętkę, niemal zasuszoną w moim zapasie, kości szopa, które zabrałem po posiłku, jeżeli dobrze przeczytałem informacje, brakowało jeszcze bylicy i liści cisu. Nie wiedziałem, gdzie można je znaleźć, ale za to miałem kogoś, kto znał się nieco na roślinności.
- Hej Ali - uśmiechnąłem się do niej, gdy wyruszaliśmy rano.
- Cześć Fryderyku. - Nie poprawiaj jej, przypomniałem samemu sobie. - Co tam u ciebie?
- Chciałem zapytać o to samo - przyznałem. - Nie macie teraz już zbyt wielu pacjentów.
- Na szczęście. Zaczęły nam się kończyć produkty lecznicze. - zastanawiałem się, jak odpowiednio zacząć temat. Prędzej dałbym sobie uciąć łapy, niż powiedziałbym jej prawdziwy powód. Zdążyliśmy przejść na temat mojego stanowiska, a potem na ciekawe zwierzęta, których nie widzieliśmy wcześniej w domu.
- Słuchaj, mam do ciebie pewną prośbę.
- Pewnie, mów czego potrzebujesz.
- Cisu i bylicy.
- Po co?
- To głupie, wiem, ale… z tatą zaczęliśmy robić zielnik, jak jeszcze był w sforze, ale on… no, zniknął. Wiem, że teraz to jest mało potrzebne, ale właściwie to jedyna rzecz, jaką zajmowaliśmy się pod koniec we dwóch i… - Nie wierzyłem, że moje słabe kłamstwo zadziała, ale najwyraźniej los był po mojej stronie, bo Ali powiedziała, że pomoże mi poszukać.
(Ali?)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz