4.18.2020

Od Kilmi cd. Etera

Spojrzałam na psa. Co on sobie myśli?
— Ominąć? Serio? — Przeniosłam wzrok w stronę, skąd nasilał się wstrętny zapach rysi. — Nie ma nawet co próbować. One zmierzają dokładnie w naszym kierunku. Rysie może nie mają tak dobrego węchu, jak my, ale nie są głupie, wiesz? Poza tym nawet jeśli byśmy próbowali je wykiwać to albo nas znajdą, albo jeszcze lepiej – sprowadzimy je na sforę. Tego raczej nie chcemy, nie?
Pies zastrzygł uszami. Nie byłam pewna, czy zrobił to z powodu zdenerwowania, czy może miał jakieś takie dziwne tiki.
— Nie.
— No.
— Dobrze — pokiwał powoli łbem. — W takim razie co robimy?
Tego nie wiedziałam. Wiedziałam tylko, że rysie raczej nie będą przyjaźnie nastawione. Przyjęłam pozycję bojową, gotowa pokazać im, gdzie ich prawdziwe miejsce w łańcuchu pokarmowym – wypięłam dumnie pierś, uniosłam kącik ust w taki sposób, że spod wargi wysunął mi się kieł i uniosłam wysoko ogon. Na myśl o walce poprawiło mi się samopoczucie. Już dawno nie skopałam komuś tyłka.
— Może będziemy musieli się z nimi rozprawić — odparłam, przyglądając się głębi lasu, oczekując, że za chwilę wyskoczą z jej czarnej otchłani rysie.
Eter cicho westchnął, nie podzielając mojego entuzjazmu.
— Szkoda, że nie ma innego rozwiązania. Wolałbym rozwiązać to pokojowo — oznajmił.
Potrząsnęłam łbem z frustracji. Nudziarz – skomentowałam w myślach.
— Znasz mowę rysiów?
— Co? — pies wydawał się zaskoczony moim pytaniem.
Nie powstrzymałam się od przekręcenia oczami. Jest głuchy czy tylko udaje? A może po prostu jest głupi?
— Powiedziałam czy znasz mowę rysiów?
— Nie...
— No to będzie trudno z tym twoim ,,pokojowym rozwiązaniem''.
W tym momencie usłyszeliśmy odgłosy kroków, które w szybkim tempie zaczęły narastać. Oboje spojrzeliśmy w głąb lasu, skąd dobiegał. Między olbrzymimi pniami drzew nie widzieliśmy wielkich kotów.
— Nadchodzą.
— Przecież słyszę — nie kryłam mojego zirytowania. Czy on uważa mnie za głupią?
Miałam zadać mu to pytanie prosto w pysk, ale wtedy ujrzeliśmy sylwetki rysiów. Samiec i samica. Zatrzymali się kilka metrów od nas. Samiec spojrzał na martwego zająca, który leżał tuż przy łapach Etera. Następnie po lesie rozbrzmiało jego głośne syknięcie, a jego nienawistne spojrzenie spoczęło na nas. Samica zawtórowała mu, ale nie wyglądała tak bardzo pewnie, jak on. Ich ogony machały gwałtownie.
Wyglądało na to, że rysie przyszły zwabione zapachem krwi gryzonia, którego upolował Eter. Nie rozumiałam ich. Serio chce im się walczyć o jakiegoś zająca? – nie dowierzałam.Wydawało mi się, że las jest pełny zwierzyny. Na pewno nie myślały o tym, że uda się im nas pokonać. Spojrzałam kątem oka na psa. No przynajmniej mnie. Eter nie wyglądał na zadowolonego z tego, co miało przed chwilą nastąpić, ale mimo tego był przygotowany do walki.
Warknęłam przeciągle i jednocześnie najgroźniej jak umiałam. Eter spojrzał na mnie zaskoczony, ale zignorowałam jego spojrzenie. Wystąpiłam naprzód, na co koty syknęła ponownie, groźniej, uderzając ogonami o ziemię ze zdenerwowania. Nie chciało mi się, czekać na pierwszy ruch rysi, dlatego to ja wykonałam go pierwsza. Może nie powinnam tego robić, ale zrobiłam i już.
W sekundzie odbiłam się łapami od ziemi i skoczyłam wprost na samca. Zaskoczony nagłym atakiem, nie zdążył zareagować. Przekoziołkowaliśmy kawałek, po czym ryś odepchnął mnie od siebie tylnymi łapami. Mimo chwili zaskoczenia opanowałam upadek, idealnie spadając na cztery łapy, niczym kot. Uśmiechnęłam się triumfalnie i jednocześnie złośliwie, na co samiec syknął wkurzony. Nie zdążyłam nacieszyć się jego złością, bo kątem oka zobaczyłam samicę skaczącą w moim kierunku. Nie zdążyłabym odeprzeć jej atak. Czas spowolnił, a jedyne co widziałam to zwrócone w moją stronę jej ostre pazury, od których odbijało się blade słońce. Czekałam na cios. W tym momencie Eter chwyciły samicę za skórę na karku, odciągając ją ode mnie. Spojrzałam na niego zaskoczona, kiedy odrzucił ją w bok, a ona przywaliła o pień drzewa. Wyglądał na cieniasa, a jednak postanowił walczyć. Interesujące. Uśmiechnęłam się, zadowolona z jego ataku i odwróciłam się do rysia. Nie patrzył on na mnie, tylko na samicę, którą zajmował się Eter. W jego spojrzeniu zobaczyłam troskę i przerażenie. Miał zamiar jej pomóc, ale ja uniemożliwiłam mu ten ruch. Zablokowałam mu drogę do samicy. Z opuszczoną głową pokazywałam mu szereg białych zębów. Ryś posłał mi gniewne spojrzenie, a następnie uniósł wysoko łapę, wyciągając pazury. Przez las rozbrzmiało jego gniewne miauknięcie, a następnie zamachnął się na mnie. Mimo uniku pazury zahaczyły o mój lewy polik. Położyłam gniewnie uszy, kiedy poczułam pieczenie. A więc tak będziemy się bawić – przeszło mi przez głowę, kiedy poczułam, jak krew spływa mi po pysku. Zanim zdążyłam otworzyć pysk, przewrócił mnie. Ryś korzystając z okazji, przyparłam mnie łapami do ziemi. Czułam, jak jego pazury boleśnie wbijały się w moją skórę. Mimo nieprzyjemnego bólu uśmiechnęłam się chytrze. Gniew na pysku rysi zmieniło się w zdziwienie, ale jego uścisk nie zelżał. Otworzyłam paszczę i złapałam go za szyję. Poczułam metaliczny posmak w pysku. Zamachnęłam się, robiąc obrót, wciąż trzymając rysia zębami za gardło i wyrzuciłam go przed siebie. Gdy ryś uderzał co chwilę ciałem o ziemię, ja biegłam w jego stronę. Gdy udało mu się odzyskać równowagę, zrobił skomplikowany ruch ogonem i spadł na cztery łapy. Nie zdążył zrobić nic więcej, bo otworzyłam szczękę i z całej siły złapałam za jego lewe ucho, a następnie z całej siły za nie pociągnęłam. Czarna ciecz rozprysła się, a miauknięcie rysia, w którym słychać było ból, przepełniło las. Wyrzuciłam część ucha gdzieś w krzaki. Nie było mu już ono potrzebne. Z satysfakcją patrzyłam, jak krew rysia plami mu jego sierść na pysku. Nie kryłam się z tym. Uśmiechałam się prosto w jego pysk.
— Oko za oko, ząb za ząb, czy jak to tam się mówi. — Ryś na pewno mnie nie zrozumiał, ale miałam to gdzieś.
Syknął, a następnie dał dziwny znak ogonem do swojej kompanki, która walczyła zaciekle z Eterem. Przechwyciła go i zaprzestała walki. W tym samym momencie rysie rzuciły się do ucieczki. Zapewne rzuciłabym się za nimi w pogoń, ale jakoś nie miałam na to ochoty. Nie chciało mi się za nimi biec. Gdyby bardziej mnie wkurzyły, to pewnie już bym deptała im po ogonie.
— Tchórze! — krzyknęłam za nimi.
— Udało nam się je pokonać — usłyszałam obok siebie głos Etera. Spojrzałam na niego kątem oka. Pies miał kilka rozciętych ran pozostawionych po ostrych pazurach, ale oprócz tego nie miał poważniejszych obrażeń. Można było powiedzieć, że byłam pod wrażeniem, że go nie załatwiła.
— Oczywiście, że się udało. Wątpiłeś? — Uniosłam brew.
Chwilę wahał się nad odpowiedzią.
— Trochę — przyznał. Widząc mój wzrok, postanowił zmienić temat. — Jesteś cała?
— Nic mi nie jest — rzuciłam niedbale.
— Masz rozciętą skórę na policzku.
Wzruszyłam łopatkami.
— Ty też masz kilka rozcięć i jakoś żyjesz, więc ja też przeżyję. — Patrzyłam w głąb lasu niewzruszona, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, za kogo mnie uważa. Rzuciłam mu oskarżycielskie spojrzenie. — Myślisz, że jestem słabsza od ciebie?
Zaprzeczył szybkim ruchem głowy, gdy przybliżyłam się do niego, kiedy prawie zarzucił mi coś, co nie było prawdą. Patrzyłam prosto w jego oczy. Pies zrobił kilka kroków do tyłu.
— Nie.
— No ja myślę. — Odsunęłam się od niego.
Usłyszeliśmy czyjeś kroki. W pierwszej chwili myślałam, że to rysie wróciły. Napięłam mięśnie, gotowa do dalszej walki. Kiedy zobaczyłam dwie sylwetki psów, rozluźniłam się. Był to Vincent i Aureon.
— Wszystko w porządku? — zapytał owczarek. — Usłyszeliśmy odgłosy walki.
— Poradziliśmy sobie z rysiami — odpowiedział Eter.
— I to sami! — wtrąciłam. — Pokazaliśmy im, gdzie ich prawdziwe miejsce.
Gdy Eter chwycił zająca, skierowaliśmy się w stronę sfory, która na nas czekała.
— Nie znam twojego imienia — zdał sobie sprawę Eter.
— Kilmi.

Eter?
+1000

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz